Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ćwiczenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ćwiczenia. Pokaż wszystkie posty

Chce być aktywna! Skakanka

Dla kogo: dla osób bez dużej nadwagi i problemów ze stawami: więzadłami, chrząstkami, mazią oraz bez problemów z krążeniem. Szczególnie dla tych, którzy chcą w domu poprawić kondycję, polecam bardziej jako uzupełnienie treningu
Co potrzebujesz:
skakankę i strój sportowy :)
Wady: jednak po jakimś czasie rutyna, mocno obciąża stawy, może prowadzić do nadmiernej rozbudowy mięśnia w łydkach
Zalety: tania, łatwo regulować intensywność, doskonała do treningu interwałowego, prosta technika, szybkie efekty, spala mnóstwo kcal, działa na praktycznie całe ciało, endorfiny szaleją, a pot leje się strumieniami.



   Skakanka kojarzy się nam zazwyczaj z dziecięcymi latami, kiedy to biegało się z nią po ulicy i skakało z koleżankami. Pamiętam, że długo nie mogłam nauczyć się kontrolować nóg i rąk tak, aby płynnie robić powtórzenia. Strasznie mnie to denerwowało. Kiedy się wreszcie nauczyłam to zostałam rekordzistką szkoły (w gimnazjum) w ilości podskoków bez "skuchy" i od tego czasu zdarza mi się jej używać. Skakanie tak jak każdy sport poprawia samopoczucie i powoduje uśmiech na twarzy tutaj mamy na dokładkę wspomnienia z dzieciństwa.
      Niewątpliwym plusem skakanki jest to, że możemy z niej korzystać zarówno w domu jak i na zewnątrz. Ja skacze nawet w małym pokoju i starcza miejsca, w domu rodzinnym wykorzystywałam do tego kuchnię. Dlatego też, możemy być pewni, że pogoda nie przeszkodzi nam w planach (w innych przypadkach też nie powinna przeszkadzać, ale ciężko coś robić kiedy jest wichura czy gradobicie). Oczywiście miło jest wyjść w plener, chociaż to nigdy nie to samo jak bieganie, wędrówka, jazda rowerem czy jakiekolwiek inne przemieszczanie.
       Bądź co bądź zalecam włożenie butów na nogi. Ja używam tych od biegania, bo to zawsze jakaś amortyzacja i starajcie się (jeżeli macie) nie zamęczyć sąsiadów z dołu. 
      Skakanie nawet jeżeli wykonujemy je, jak nam się wydaję, dość wolno i tak stanowi intensywny trening, który spala mnóstwo kalorii. Warto wykorzystywać skakankę do rozgrzewki, skakać seriami, a między nimi wykonywać ćwiczenia. Możemy znaleźć dużo takich programów na youtube i jest to miłe urozmaicenie zarówno dla samych ćwiczeń jak i do samego skakania. Ostatnio z powodzeniem przeprowadzam takie treningi i jestem z nich naprawdę zadowolona. Ile jesteśmy w stanie przy naszej wadze spalić w danym czasie możemy się dowiedzieć korzystając z kalkulatora. To nie jest najważniejsze, ale liczby robią wrażenie.
    Jak się możemy domyślić skoki na skakance poprawiają głównie dolną część naszego ciała, chociaż musimy pamiętać, że nie tylko nogi pracują. Dodatkowo wykonujemy ruch rękoma angażując nadgarstki i ramiona, ale też co może być zdziwieniem brzuch. Kiedy jednak zrobię naprawdę intensywny trening na następny dzień dają mi się we znaki szczególnie łydki.
       Na skakankę powinny uważać osoby z dużą nadwagą, ponieważ obciążamy wtedy stawy bardzo dużą siłą, a jak wiemy więzadła i chrząstki ma się tylko jedne w życiu. Oprócz tego nie zaleca się tych treningów osobom z problemami układu krążenia. 
       Zaletą skakanki jest niewątpliwie to, że nie wiele kosztuje i nie jest awaryjna :). Droższe możemy kupić za 70złotych, jednak te za 30złotych też wyglądają całkiem przyzwoicie i dodatkowo liczą za nas powtórzenia. Kiedy liczymy bardziej koszty (ja np. jestem taką osobą) możemy wykombinować jakiś sznurek, albo kupić coś jeszcze tańszego. Mój sprzęt ma już dobre 30-40 lat (po mamie), ale doskonale się sprawdza. To pleciony czerwony sznur z plastikowymi rączkami, nie planuje go wymieniać.  Jak możecie zauważyć na filmach pokazujących nie każda skakanka porusza się z tą samą szybkością. Wiadome jest, że cienka linka będziesz szybsza niż sznurkowa, za to ta druga będzie uderzała ciszej o podłoże i jest chyba lepsza dla początkujących. Każdy chyba powinien wybrać sobie co tam woli :)
      Jeżeli mam kogoś motywować do skakania na skakance to chciałabym go w tej chwili zmotywować także do urozmaicenia tego treningu o inne ćwiczenia bądź przeplatania go z czymś innym. Obawiam się, że codzienne zamykanie się w pokoju i skakanie przez jakąś liczbę minut w równym, wolnym tempie nie wywoła pożądanych efektów. Uważajcie na rutynę i nie dajcie jej się wciągnąć w jej kręgi!
           Myli się ten, kto myśli, że skakać na skakance możemy w jeden, statyczny sposób. Okazuje się, że mamy kilka możliwości tak jak to pokazuje obrazek. Oprócz tego znam jeszcze "motylka" czyli jeden skok z rękoma prostymi, drugi ze skrzyżowanymi. 


Zanim zaczniesz:
  • ustaw odpowiednią długość sznurka (prawidłowo, kiedy na niej stoimy powinna nam sięgać do pach,
  • włącz muzykę (jeżeli lubisz) albo film (przy mało intensywnym treningu zdarzało mi się oglądać),
  • ubierz buty
  • zrób rozgrzewkę
  • ustaw stoper/timer (jeżeli skaczesz na czas)
  • upewnij się, że skakanka podczas podskoków nie haczy o żyrandol czy mebla, dobierz dogodną pozycję,
  • do roboty!
Programy: nie zawsze chce nam się być kreatywnymi, na szczęście są osoby, które nas w tym wyręczają. Polecam całą serie treningów ze skakanką na kanale Fitappy  . Oprócz tego wyszukałam dla Was kilka innych:


 
 
 


Inspiracje obrazkowe:

Ps: przepraszam za wczoraj, dziś kiedy waga wróciła do 54kg czuję się o niebo lepiej.

Jest moc! Dzisiejszy trening biegowy.



     Czyli będzie trochę prywaty. No dobra, będzie mnóstwo uwielbienia dla siebie, także jak nie dacie rady to nie czytajcie :) Ostrzegałam!
   Dzisiaj była moc. Moc niesamowita. Naprawdę dobrze zrobiła mi trzydniowa przerwa i rozciąganie przed biegiem. Przed samym rozpoczęciem jeszcze miałam postój, bo jechał pociąg i rozciągnęłam się kolejny raz. Wszyscy się patrzyli z zaciekawieniem, ale to mały szczegół.
           Jestem naprawdę zadowolona. Według mojego planu miałam zrobić bardzo szybko pierwszą piątkę - na rekord, następnie biec do dziesięciu km wolno, w tempie takim, abym mogła swobodnie rozmawiać (chociaż biegam sama - chodzi o teorię). Nie przepadam za takim tempem. Uwielbiam dyszeć i być maksymalnie wymęczona. (jak to brzmi) Miałam kryzys biegnąc piąty kilometr. Wyzywałam się w myślach, że zrąbie sobie teraz cały czas, na który pracowałam i mam wziąć się w garść. Dobrze, że wszystkie słowa padały jedynie w myślach :), bo teraz zapewne musiałabym się za nie bardzo wstydzić. Potem zwolniłam, odzyskałam oddech, szósty km na regenerację, dalej już swobodnie. Po dziewiątym km jak usłyszałam czas to się napaliłam, że możliwe jest podbicie także rekordu na 10km. Mój poprzedni wynosił 52:20. Nie są to jakieś wielkie różnice, ale pokazują mi, że cały czas się rozwijam, jestem szybsza i to co kiedyś było maksymalnym wytężeniem siły teraz oznacza "normalny bieg".Byłam zła, że między 6-9 nie dałam z siebie więcej, bo mogłabym.
           Żadnego dyskomfortu, bólu kolana czy kostki, żadnego zimna w czasie wachlowania nogami. Jedynie pachwiny miały nieco dosyć, ale podejrzewam, że to bardziej przez ostatnią intensywność ćwiczenia w domu, które w gruncie rzeczy też polubiłam i nawet dziś umówiłam się, że będę to robiła razem z ukochanym - będzie zabawnie. Zawsze powtarzałam sobie, że nie wyobrażam sobie jak mój luby "aerobikuje". Mam szanse się przekonać i mieć nadzieję, że w końcu dorobię się zakwasów. Dziwne prawda? Po wczorajszym sądziłam, że na bank dzisiaj będę coś czuła, ale nadal nie. Za mało daje sobie w kość.
          Ostatnio zdarza mi się myśleć o zawodach. Może nie powinien być to półmaraton, ale przykładowo pięć kilometrów byłoby na moje możliwości. Oczywiście na możliwości nóg byłoby też dziesięć kilometrów, ale nie dla głowy. Boję się jedynie sytuacji kiedy bieg przestanie sprawiać mi przyjemność, a powróci sytuacja rodem z gimnazjum. Dlatego jeszcze poczekam, bo broń Boże okazałoby się, że dobiegam ostatnia. To byłby cios poniżej pasa i z moim podejście zapewne ostatni bieg w życiu. Z drugiej strony wydaję mi się, że nie biegam jakoś strasznie wolno.
               Uważam, że mam teraz lepsze ciało niż przykładowo miesiąc temu. Nie jest to może jakaś wielka rewolucja, ale zawsze. Zobaczymy pod koniec miesiąca jak zrobię zdjęcia. 
                 Czuję się na 200% FIT, mimo że dieta nie zawsze to pokazuje. Sport zapewnia mi jednak bezpieczeństwo i pozwala przestać się bać efektu jojo. Nie widziałam jeszcze grubego regularnego biegacza, choć oczywiście mogę się mylić i to nie znaczy, że teraz wszystkie dobre nawyki żywieniowe wyjechały na wakacje do lasu.

   Jakie plany sportowe do końca tygodnia? Biegowo kolejny raz pójdę biegać w czwartek. Niestety w weekend nie jestem w stanie wykonać treningu, choć może uda mi się wstać wcześniej w niedzielę. W sobotę natomiast i w niedzielę zapewne nie będę ćwiczyła, ponieważ w sobotę wstaję o trzeciej rano, aby jechać nad morze, a w niedziele mam spędzić całą od rana nad jeziorem, potem powrót do domu. Jutro natomiast na bank idę na rower i ćwiczę. Tak samo w piątek. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze trochę zdziałać przed weekendem. 
    Oprócz tego dalej się lenie, leżakuje, czytam książki i gram w gry komputerowe. Tacy jak ja mają dobrze :) Wolne wakacje. Nigdy nie byłam tak aktywna jak teraz!

    Zapraszam na facebook

Czyżby problem nawodnienia?

    Uczucie zimna po treningu zaniepokoiło mnie, jednak kiedy okazało się, że bywa mi zimno również w trakcie wysiłku to trochę się zmartwiłam. Nie chce być katem dla swojego organizmu, chce być zdrowa, pełna energii i uprawiać sport tak jak lubię. Czerwiec był w tym bardzo intensywny jednak w lipcu dodatkowo zaczęłam ćwiczyć w domu (tak! tak! tak!). Jest motywacja, jest chęć, jest przyjemność! Mam nadzieję, że będzie co pokazać. Przez całe lato chce wyglądać w moim nowym stroju kąpielowym idealnie. Muszę jeszcze trochę popracować nad wewnętrzną stroną ud i będzie już naprawdę dobrze.
    Jeżeli chodzi o internet to informacje i opinie są zazwyczaj na wszystkie tematy tak sprzeczne, że niemal się załamałam kiedy zaczęłam to wszystko przeszukiwać. Tutaj czytam, że to odwodnienie, potem czytam o odwodnieniu i okazuję się, że objawem jego jest podwyższona temperatura. Ktoś twierdzi, że to zła dieta, inni, że brakuje magnezu (co też byłoby możliwe). Z drugiej strony zawsze jest też mi zimno, kiedy mam biegunkę (co swoją drogą też zdarza mi się dość często), szczególnie kiedy zjem więcej i niezdrowo. W końcu nic mi nie szkodzi, aby unormować picie wody., bo dotychczas zupełnie tego nie kontrolowałam. Po  wydarzeniach związanych z dietą i sportem wiem, że wiele rzeczy, które wydaje nam się, że się "nie da" to kwestia głupiego przyzwyczajenia. Nie wiem jak sobie z tym poradzę, ale poradze sobie na bank.  Tych, którzy nie piją wody, albo nie piją jej dostatecznie dużo zachęcam również do próby picia jej.


To co wiem o wodzie na pewno: 
  • jest potrzebna, fakt niepodważalny i niewątpliwy, musimy wodę uzupełniać, bo ją tracimy i niema tu nad czym dyskutować, wie to nawet dziecko,
  • uprawiam dużo sportu, więc tracę więcej wody niż Ci, którzy go nie uprawiają, a niekoniecznie więcej przyjmuje - błąd kategoryczny,
  • nawet jeżeli złe nawadnianie nie jest przyczyną zimna w trakcie i po treningu to warto to spożywanie unormować dla własnego zdrowia,
  • woda oczyszcza, wypłukuje toksyny i rzeczywiście "zabija" pragnienie,
  • wody mineralne jak sama nazwa wskazuje zawierają minerały - przydadzą się,
  • wpływa dobrze na suchość skóry i funkcjonowanie narządów,
  • kobiety powinny pić około 8 szklanek dziennie, byleby tylko nie na raz, bo to kończy się w łaziance,
  • wodę też można przedawkować - co za dużo to niezdrowo sprawdza się w każdym przypadku, zazwyczaj jednak organizm sobie jakoś z tym radzi.




Jaki mam plan? 
       Odchudzanie i zmiana stylu życia na tyle czasu pokazała mi, że jeżeli coś robię źle lub niedostatecznie dobrze to mogę to zmienić. Co innego, kiedy w grę wchodzi zdarzenie losowe, z wodą niema takich problemów, łatwo mogę naprawić błędy.  W takim razie od dziś:
  •  piję 3/4 szklanki wody mniej-więcej w schemacie 7.30-9.00-10.30-12.00-13.30- 15.00-16.30-18.00-19.30-21.00
  • pory te nie pokrywają się z jedzeniem posiłków - nie będę ich popijała,
  • wodę mogę zamienić na herbatę, względnie kawę, choć tę postaram się ograniczyć do szklanki rano pół/pół z mlekiem (pijam kawę rozpuszczalną)
  •  mam tabelkę w notesie do zaznaczania, że daną porcję wypiłam (bywam roztargniona i zapominalska szczególnie w czasie wakacji),
  • piję wodę gazowaną - ile ludzi tyle opinii, osobiście lubię wodę gazowaną, a skoro niewiele one się od siebie różnią składem, to nie widzę powodu, aby to zmieniać,
  • cytryna czy limonka do wody jak najbardziej wskazane,
  • od siebie dodam tylko, że mam nadzieję, że nie napompuje się jak balon :) i wpłynie to na mnie dobrze. To kolejny krok do lepszej mnie.

 Jak Wam idzie z wodą? Nie macie problemów w wypiciu "normy"?

Odczucia po pierwszym domowym treningu powyżej 20 minut (z Mel B)

    Nigdy nie byłam fanką ćwiczeń w domu. O ile wszystkie moje koleżanki zawsze wynajdywały zestawy, robiły multum brzuszków i chciały się zapisywać na zajęcia fitness to ja nie miałam takiego pociągu. Wolałam skakać po drzewach, płotach i grać nadal z chłopakami w piłkę nożną, mimo że dorastałam i zaczynałam odbiegać od nich poziomem gry. Potem pojawiła się siatkówka przy której spędzałam do ośmiu godzin dziennie. Patrze na swoje zdjęcie z imprezy w piątej klasie, mam spodenki i bluzkę przed pępek i widzę bardzo chudą dziewczynę z mięśniami na brzuchu. Moje koleżanki wyglądają przy mnie jakby nigdy nie wiedziały co to sport.
     Fakt, że w domu idzie ćwiczyć poznałam w czwartej klasie szkoły podstawowej. Moja mama wtedy się odchudzała i kupiła kasetę Video z Cindy. Żadne z tych ćwiczeń nie sprawiały mi  problemu, ale nie przepadałam za nimi i jak już robiłam je z mamą to tylko i wyłącznie z nudów. Z moją wagą było wszystko pięknie dopóki cała zgraja znajomych nie porozjeżdżała się po liceach i przestała mieć czas. Każdy zajął się swoimi sprawami, a ja tyłam i tyłam. Oczywiście próbowałam coś z tym zrobić, ale wszystkie ćwiczenia były nieskuteczne, zbyt szybko traciłam motywację, za bardzo byłam uzależniona od drożdżówek i puszki Coli. Co prawda w drugiej klasie liceum chodziłam raz w tygodniu na aerobik, ale nie byłam jakoś szczególnie przekonana. Szczyt wagi osiągnęłam jednak kiedy już wyprowadziłam się z domu. Kobieto nigdy nie próbuj dorównać facetowi, jeżeli chodzi o ilość jedzenia, bo kończy się to tragicznie. Znów próbowałam zimą ćwiczyć wieczorami, ale nie przynosiło to efektów, bo nie trwałam w tym dłużej i objadałam się z taką samą siłą. Ostatecznie nawet po schudnięciu, nawet teraz, kiedy rok trzymam wagę na podobnym poziomie nigdy nie przekonałam się do ćwiczenia w czterech ścianach. Nic jednak nie motywuje tak jak chęć bycia chudą - sama napisałam ostatnio, że to nie powinna być jedyna motywacja, ale co szkodzi spróbować? Czytałam na Waszych blogach jak robicie ćwiczenia i zazdrościłam, dlaczego ja nie potrafię?
      Jestem osobą, która szybko się zniechęca. Jeżeli złapie bakcyla i już wyznaczę sobie jakiś cel to go osiągam, natomiast pierwsze kroki są zawsze straszne. Chodzi o to, że szybko stwierdzam, że się do czegoś nie nadaję i odpuszczam. Tak było zresztą z bieganiem . Na lipiec podjęłam osobiste wyzwanie i stwierdziłam, że spróbuję poświęcać na to chociaż piętnaście minut dziennie.
     W czwartek uruchomiłam trening z Mel B i powtórzyłam go w piątek. Całkiem mi się spodobało i już tłumaczę dlaczego. Zazwyczaj szukałam długich 40 minutowych zestawów. Jestem niecierpliwa, więc strasznie mi się dłużyło. Tutaj byłam zaskoczona 5 minut i koniec, włączam 15 i koniec, a potem po 10, które też szybko zlatywała. Potem podliczam i ze zdziwieniem stwierdzam, że ćwiczyłam godzinę i pięć minut - ale jak? Oprócz tego w programach często stosowane jest zapętlanie: robisz jedno ćwiczenie, drugie, trzecie, a potem wracasz do pierwszego i powtarzasz je ileś razy - tutaj nie ma czegoś takiego. Spodobał mi się też system minuta na ćwiczenie - wiem dokładnie przecież, że to nie dużo czasu. 
     Ćwiczenia nie są zaawansowane technicznie. To doskonałe zestawy dla osoby początkującej (czyli takiej jak i ja), nie znaczy to jednak, że nie poczułam żadnych mięśni. Owszem może dziś nie mam okropnych zakwasów, ale nie mam ich również po bieganiu, ani po rowerze, ani po rolkach, czuję natomiast, że wczoraj coś się z moim ciałem działo. Gdybym dziś miała powtórzyć trening na ręcę to zapewne sprawiłby mi on więcej kłopotów.
    Mel B jest pozytywną osobą. Tak mi się wydaję. Krzyczy głośno, odlicza i śmieje się szeroko. Jest w tym coś naturalnego. Nie wydaje co chwile rad, ja bardziej poczułam jakby ona ćwiczyła sobie ze mną, a nie była moim trenerem. Oprócz tego wraz z nią ćwiczy czwórka innych osób. Jestem fanką uśmiechniętej i zaangażowanej blondynki oraz panów, którzy robią ćwiczenia nieco po swojemu, co również poprawia mi humor. 
   W tle niema jasnych ścian, zamkniętych pomieszczeń, sali gimnastycznej, tylko piękny ocean. To dobrze robi dla estetyki, choć nie zazdroszczę im tego wygrzewania, zapewne temperatura jest bardzo wysoka. 
     Jeżeli chodzi o zaawansowanie to jedynie brzuch sprawił mi pewne kłopoty. Dziś spodziewałam się go bardziej czuć, natomiast dają o sobie znać boki. Okazało się, że jest o wiele łatwiej kiedy podłożyłam sobie poduszkę pod tyłek, bo nie bolała mnie wtedy kość ogonowa. Nie zmieniło to jednak faktu, że w pewnym momencie nie umiałam utrzymać równowagi. 
     Polecam treningi Mel tym, którzy dopiero zaczynają w tym szczególnie tym, którzy nie przepadają za niedawaniem sobie rady :). Czasem po prostu mięśnie nie współpracują, a jeżeli jakiś program właśnie w ten sposób na mnie działa to  strasznie się irytuje. Takie przyzwyczajenia i charakter jedynaczki :). Myślę, że jakiś czas będę korzystała z jej filmików.
     
    Chętnie zrobiłam bym dziś wszystkie jej zestawy (nie wypróbowałam jeszcze tego na pupę), ale niestety chyba muszę dać sobie czas na regenerację.  Drugi raz z rzędu trzęsę się z zimna po bieganiu - w czwartek zrobiłam 10km, mimo że od szóstego było mi zimno (choć na dworze wiemy jaka jest pogoda), dziś sytuacja się powtórzyła, dodatkowo biegłam z czasem 5,40min/km, czyli brakowało powera, mimo że bardzo chciałam. Zastanawiam się czy jestem przetrenowana czy zbyt mało jem, albo może źle jem. Nie wiem, ale uczucia zimna dotąd się nie pozbyłam i czuję się z tym dziwnie. Podjęłam decyzję, że jutro robię sobie absolutne wolne od sportu, w poniedziałek mogę coś zrobić, a biegać pójdę dopiero we wtorek i to z P., a on po kontuzji twierdzi, że będzie biegł bardzo wolno, więc troche zahamuje moją ambicję, aby to czas podstawowy był nieco poniżej 5min/km. Bardzo mi żal, ale po dzisiejszym widzę, że jest mi to potrzebne. Macie może jakieś rady dla mnie?

Chce być aktywna! - Jak zacząć?

   Chce być aktywna! będzie serią postów, które będą pojawiały się średnio raz w tygodniu do wyczerpania pomysłów i będą zawierały opis oraz moje subiektywne odczucia na temat różnych form aktywności (oprócz tego, bo ten zawiera kilka podstawowych informacji). Od zawsze (wyłączając cztery lata życia, w których właśnie strasznie utyłam) byłam aktywna i próbowałam różnych form sportowych. Chciałabym się tym podzielić i to nie tylko dlatego, że twierdzę, że bez tej wiedzy Wy nie będziecie mogli żyć dalej. Mam pełną świadomość, że większa część czytelników tego bloga ma taką wiedzę, że ze wstydu uciekłabym na pole w skarpetkach. Prowadzenie bloga o takiej tematyce, bez wylewaniu osobistych żali w każdym poście pozwala mi poczuć się lepiej, oddalić obsesyjność, bo choć nigdy nie było mi blisko do anoreksji, to jednak był czas kiedy wszyscy wokół martwili się o mnie i sama czułam, że nie jest najlepiej co można dobrze zobaczyć cofając się do postów z marca. Dlatego też, nawet kiedy piszę o niemal niepotrzebnych pierdołach to jest to pomoc dla mnie (może nawet bardziej dla mnie niż dla Was).

POST JEST ZBIOREM MOICH OSOBISTYCH PRZEMYŚLEŃ I PODEJŚCIA, ale nie sądzę, abym mogła czymś nim komuś zaszkodzić. Właściwie przedstawiam Wam mój sposób na to jak wróciłam do sportu i bardzo go polubiłam.

    Kiedy człowiek siedzi na kanapie i ogląda telewizor to nie myśli o sporcie, jest mu wygodnie, przyjemnie, wydaję mu się, że odpoczywa. Potem jednak okazuję się, że chce lub musi coś w swoim życiu zmienić, bo ma depresję, łapie doły, praca wymęcza, najczęściej jednak zauważamy, że nasze ciało nie wygląda tak świetnie jak nam się dotychczas zdawało. Co się wtedy dzieje? Rozglądamy się wokół i wybieramy aktywność, która akurat jest modna, a to wcale nie jest takie oczywiste. Czy tak nie jest? Przyznajcie sami. Jak jest szał na Ewę Chodakowską to wszyscy klapki na oczy i jazda, nawet kiedy nie jest się na to przygotowanym lub się tego nie lubi. Nie krytykuje tego, że ktoś ćwiczy ten program, podziwiam takie osoby, ale nie jest prawdą, że to aktywność idealna dla każdego. Osobiście nie umiem się do niczego zmusić wbrew sobie. Sport to taka dziedzina życia, która powinna wgryźć się w nas na zawsze, wejść w nawyk, zdrowo nas napędzać, sprawiać, że będziemy bardziej pozytywni i uśmiechnięci. Z czasem "sportowiec-amator" zazwyczaj wybiera kilka różnych form aktywności, ważne jednak, aby się na początku drogi nie zagubić się - nie wybrać źle, a potem się do tego strasznie zniechęcić i w rezultacie wylądować znów na kanapie albo nie uprawiać wszystkiego po dziesięć minut, bo to nie przyniesie nic dobrego. Sama robiłam taki błąd. Chciałam schudnąć i włączałam sobie programy do ćwiczeń, nigdy jednak nie dawałam rady dłużej niż dwa dni w rezultacie dalej tyłam i nie potrafiłam nic z tym zrobić. Pewnego dnia podjęłam ważną decyzję i zaczęłam rozmyślać nad czymś, co nie tylko pozwoli mi schudnąć, ale też sprawi dużo przyjemności - wtedy padło na rolki, pojechałam do sklepu, kupiłam - po roku zrobiłam na nich jakieś 800km i miałam niemal 20kg mniej.  Teraz jadąc na rowerze, rolkach czy biegnąc nie myślę o tym ile spaliłam kcal, ile zjadłam, po prostu uprawiam sport i czekam na endorfiny. One naprawdę uzależniają.



Od czego mamy zacząć? 

    Od podjęcia decyzji! Jeżeli chcesz coś zmienić w swoim życiu to to zmień. Szczególnie my kobiety mamy tendencję do narzekania na wygląd i wagę, a jednak mimo że możemy to zmienić to zazwyczaj na gadaniu się kończy. Chcesz zacząć żyć aktywnie to to zrób. Wymówki: wstydzę się, nie umiem, nie potrafię są na poziomie dziecka w przedszkolu. Każdy może polubić sport. Znam osoby, które nie mogły w gimnazjum zrobić kółka po parku, które miało 250m, a teraz z powodzeniem biegają, czy uprawiają inny sport.
   Sport nie jest tylko dla osób otyłych. Głupio przyjęło się, że u kobiet prawo do zaczynania aktywnego życia ma tylko ten co ma nadwagę. Nie prawda. Jeżeli zaprzyjaźnisz się z aktywnością fizyczną to zrozumiesz, że daje ona o sobie znać w wielu dziedzinach życia i to w bardzo pozytywny sposób. Ostatnio w czasie biegu jeden z panów na rowerze spytał mi się czy przygotowuje się do zawodów, bo chyba nie zrzucam kilogramów oprócz komplementu na temat wagi usłyszałam również komplement na temat szybkości :)

  Po drugie motywacja - nic nie da Ci, że powiesz: tak chce żyć aktywnie, jeżeli Twój optymizm od razu spadnie. Przez jakiś czas może zdarzyć się tak, że będziesz się przyzwyczajać do nowego nawyku, organizm nie od razu pokaże zadowolenie i uwolni endorfiny. Będziesz, zmęczona, spocona i spytasz sama siebie "czy naprawdę warto?". Pomyśl sobie wtedy jak niekonsekwentna jesteś! Obiecujesz i nie dotrzymujesz słowa, nie umiesz wytrwać w najprostszych postanowieniach. To naprawdę takie trudne? Policz ile czasu spędzasz robiąc rzeczy, które nie wprowadzają w życiu nic pozytywnego, a tak nie umiesz poświęcić części tego czasu. K I E P S K O!
      Trzeba też pamiętać, że nie jest najlepszą sytuacją kiedy jedynym naszym motywatorem jest chęć pozbycia się kilogramów, może to być jednak początek lepszej drogi, której jeszcze nie poznaliśmy, ale ona do nas dotrze. Jeżeli nie odczuwamy przyjemności po kilku treningach to znaczy, że coś jest nie tak. Jeżeli ktoś nie ćwiczy, a wybierze dobrze zobaczy, że sport zmieni jego życie na lepsze.
 Jak się motywować? Jest tysiąc sposobów na motywację. Motywacja sportowa nie będzie Ci zbyt długo potrzebna. W końcu się przyzwyczaisz i nie będziesz o tym myśleć. Na początek jednak warto.
MOTYWACJA GRUPOWA - endomondo, forum, wyzwanie. Robienie czegoś w grupie napędza i nadaje sens. Nie czujesz się sama, masz pod ręką osoby z podobnymi problemami,wątpliwościami widzisz, że nie jesteś sama.
MOTYWACJA WZROKOWA
 - lustro (jednak bez popadania w skrajność), jestem za metodą chwalenia się. To naprawdę pomaga. Pochwal sama siebie, głupie słowa, a mają naprawdę cudowną moc. "Kurczę ćwiczyłam godzinę, jeszcze miesiąc temu nie dałabym rady!", "Mam szczuplejsze nogi! To działa".
 - miara. Zmierz się. O ile widok w lustrze to subiektywna sprawa o tyle liczby nie kłamią. Po pierwsze będziesz miała cel - zmniejszyć liczby, a po drugie na początku aktywności będziesz widziała, że efekty są piorunujące. 
 - zdjęcia innych. Używaj z rozwagą! Ja wiem aż za dobrze jak to jest popadać w głupie paranoje.Oprócz zdjęć polecam filmiki z inspirującymi osobami.

         Nie przesadzaj zakwasy jeszcze nikomu nic nie zrobiły. Nawet takie ostre odczuwanie, można rozgrzać, rozciągnąć i ćwiczyć dalej, co innego jednak kiedy odczuwasz jakiś dyskomfort w stawach. Zdrowie jest najważniejsze. W czasie uprawiania sportu musisz dbać o siebie i wiedzieć, że nie jesteś w stanie siebie samej przeskoczyć. Zaplanuj sobie czas poświęcany na sport, z czasem możesz go zwiększać. Musisz jednak być świadoma, że po kilku latach nieuprawiania sportu zrobienie sobie czterogodzinnego wycisku nie jest mądrym pomysłem.


   Co dostaniesz w nagrodę? 

 Zwiększy się Twoja pewność siebie - tak bardzo zadowolona ze swojego ciała jak teraz byłam tylko w trzech momentach życia: kiedy nie myślałam o wadze i jedzeniu, kiedy moja waga spadała z dnia na dzień i teraz, kiedy intensywnie biegam i uprawiam sport. Przeczytałam też w czasopiśmie u koleżanki, że człowiek aktywny ocenia się o wiele wyżej od osób o podobnej figurze jednak prowadzących siedzący tryb życia. Przecież nie chudniemy i nie polepszamy figury dla widzimisię innych, przydałoby się, abyśmy i my coś z tego miały.
 Będziesz bardziej wyspana i uśmiechnięta - to konsekwencja tego powyżej. Będziesz się częściej uśmiechała i uśmiechała się od rana. Łatwiej mi się wstaję i chętniej podejmuje wyzwania. Łatwiej idzie mi docenianie sukcesów z czym miałam ogromny problem. Zauważysz, że kiedy coś sobie zaplanujesz to umiesz to zrealizować, co odbije się również na nauce czy sukcesach w pracy.
 Będziesz miała temat do rozmowy z innymi - o ile mówienie o diecie zawsze sprawiało mi problem o tyle o bieganiu i sporcie mówię dużo i swobodnie. Przekonuje ludzi, że miałam takie same zdanie na ten temat, a jednak wszystko się zmieniło. Z czasem okaże się, że jest wiele osób, z którymi tego typu rozmowy możesz prowadzić.
   Zaczniesz żyć zdrowiej - możesz w to nie wierzyć, albo możesz myśleć, że wraz z uprawianiem sportu pozwolisz sobie na więcej jedzenia. Nie wiem.  Ja polubiłam warzywa, zaczęłam pić wodę, jeść zdrowe śniadanka i obiady, w czasie kiedy zimą siedziałam przy biurku i starałam się nie myśleć o tym, aby coś zjeść i katowałam się psychicznie.

Pierwsze kilka pytań na które musisz sobie odpowiedzieć zanim wybierzesz.

Czy uprawiałam kiedyś sport, który sprawiał mi wiele frajdy, ale z jakiegoś powodu przestałam?
Jeżeli uprawiałaś i sprawiał Ci frajdę to nie musisz czytać dalej. Widać to jest to i w miarę możliwości wróć do tego!
Czy myślisz, że lubisz ćwiczyć w domu czy też wolisz na dworze?
Dla mnie to przykładowo problem. Cztery ściany mnie ograniczają, no i wolę sporty wytrzymałościowe, gdzie widać od ręki postępy - dlatego dywanowo ćwiczę max 15 minut, chyba że bierzemy pod uwagę skakankę.
Czy jest coś co ogranicza mnie zdrowotnie? 
Jeżeli masz problemy z kręgosłupem to musisz mieć to na uwadze. Wtedy masz ograniczenie np. w ćwiczeniach na górną partię brzucha i przy rozciąganiu i musisz się trochę dokształcić: co możesz robić, a co nie. Oprócz tego będziesz doskonale to czuła. Ogólnie niemal wszyscy mogą uprawiać sport tylko każdy dostosowany do możliwości. Ograniczać może również duża nadwaga. Oczywiście to jest zdecydowane wskazanie, aby dużo ćwiczyć, ale to tak jakby ćwiczyć od startu z dodatkowym ciężarem.
Czy mogę kupić sprzęt (rower/rolki)? 
To również ważna kwestia. Nie problem kupić kilogramowe ciężarki, nie problem zacząć spacerować, bo każdy ma jakieś tam sportowe buty, które na początek wystarczą, jednak jeżeli wybierzemy sobie jeżdżenie rowerem czy rolki to musimy liczyć się z tym, że skoro nie mamy tego w domu to będziemy musieli to kupić.  Teraz pytanie czy chcemy wydać te pieniądze?


   Tak jak zapowiadałam opisy sportów i motywacyjne zdjęcia/gify do nich pojawią się w całej serii. Mam nadzieję, że chociaż może nie będzie to jakoś strasznie przydatne to do czegoś Was zmotywuje.