Ponowne odrodzenie

 Część do obrazka jest wyżaleniem się - to bardzo pomaga, więc to umieściłam, choć może nie powinnam. Tak, więc (moje ulubione, niezbyt poprawne zaczęcie zdania) dla tych, którzy mają dziś optymistyczny humor radzę przejść do tekstu za obrazkiem.

    Wstaję, idę bezwładnie wstawić wodę na kawę. Nie chce mi się jeść - chce mi się kawy. Trzeba korzystać z tej chwili i nie lecieć od razu do kuchni. Próbuję znormalnieć, ale nie odbija się to na mnie dobrze. Jak mało jem, to myślę o tym, że nie jem, jak jem to myślę co by jeszcze sobie zjeść. O jedzeniu zapominam tylko w bardzo przyjemnych chwilach, w których jestem czymś fajnym zajęta. Czymś fajnym, bo np. sprzątanie nie załatwia sprawy. Myślę o jedzeniu na wykładach, przed telewizorem, czasem nawet jadąc samochodem, choć przecież to jedna z moich ulubionych czynności. Siły woli zupełnie brak. Unikam sklepu jak ognia, bo psuje mi humor: kupić dwie paczki czegoś tam? Super, kupmy i jeszcze to bo dawno nie jadłam. Odmawiam, więc świątecznych zakupów i tym samym upominków, a tle jawi się pytanie czy nie odmawiam sobie ostatnich prostych przyjemności? Czy nie staje się psychiczna? Wczoraj zatkałam się chlebem pełnoziarnistym i to nie byłoby nic takiego złego, gdyby nie fakt, że zapiłam to Mirindą. Pieprzoną mirindą z toną cukru. Sięgnęłam po nią i wlałam sobie szklankę, potem drugą i trzecią i nie schudłam. Cały dzień skupienia na małych porcji jedzenia na nic! No i nie chudnę już tak szybko jak wcześniej, czyli będzie coraz gorzej. Na co ja się złoszcze? Jestem dorosła, to tylko i wyłącznie moja wina. Wszystko: to, że zamiast być szczęśliwa z idealnego życia wymyślam o wyglądzie, to że moje myśli zamiast skupić się na osiągnięciu czegoś to zajmują się pierdołami, to że On musi się o mnie martwić i znosić moje humory, chociaż na to nie zasługuje! Koleżanki nawet mówią, że wygrałam go jak na loterii. To prawda, nie jestem w stanie wyobrazić sobie kogoś kto by pasował na partnera życiowego bardziej. 
    Panicznie potrzebuje ruchu, albo zmian w swoim życiu, albo nie wiem czego. Problem z figurą się skończył, uważam siebie za szczupłą, choć wolałabym być bardzo chuda, mam jednak trochę wyrozumiałości dla mojego organizmu i próbuję ustalić z nim jakiś zdrowy, wagowy kompromis. Coraz gorzej z twarzą, maluję się i układam włosy pięć minut, ale potem przed wyjściem jeszcze tysiąc razy się oglądam i utwierdzam w przekonaniu, że straszę. W mojej twarzy po prostu nic do siebie nie pasuje. Wszystko osobno jest ok, ale razem nie współgra. To wszystko staje się coraz gorszym problemem, ale nikt mnie nawet nie chce słuchać, bo wymyślam... Więc przestałam wymyślać i przestałam mówić. Zachowuje się jak małe rozkapryszone dziecko planujące zbrodnie z premedytacją.
   Z otoczeniem komunikuje się zdawkowo. Nie mam co powiedzieć, więc śmieje się jak wariatka z byle czego. W domu jestem bardziej wyciszona, przesiaduje przed komputerem: czytam, albo oglądam filmy, ew. robię coś na uczelnie - ostatnio nawet musiałam poświęcić temu dużo czasu. Staram się nie udawać. Kiedy mam zły humor to go mam, jak mam dobry to się uśmiecham. Żadnego robienia z siebie na siłę ofiary losu. Wnioskuję, że dziś po południu humor będzie ok, skoro od rana jest okropny.
   Chciałabym znaleźć sobie jakieś hobby. Coś co odciągnęłoby mnie od choroby sierocej na fotelu przed biurkiem. Sport, dieta - owszem zajmuję się tym, ale to mnie nie interesuje. Lubię sobie pojeździć na rolkach i rowerze. Znalazłabym czas na zainteresowanie, gdybym je miała. Może kiedyś uda mi się poszukać czegoś godnego uwagi...

   Dobra, to sobie pozrzędziłam, wylałam trochę wczorajszej mirindy z ciała przez oczy i mogę wrócić do starania się znormalnieć kolejny raz. Dziś może pójdę biegać, jeżeli On będzie chciał. Posprzątam, ugotuje obiad. Założyłam notesik do zapisywania bilansów: skoro muszę wciąż myśleć o jedzeniu to chyba powinnam sobie jasno zaplanować co zjem i trzymać się planu. Po świętach zacznę dietę HSGD z Amane Misa. Będę się tego trzymać, głównie dlatego, że skoro TY na mnie poczekasz te kilka dni to będzie mi głupio Cię zawieść. No i jest to rozpiska, której będę się trzymała. Wciąż upadam i zbieram się w garść, chociaż lepiej upadać i wstawać, niż tylko upadać. 
    Cieszcie się proszę wiosną :) powoli zagląda przez okno.

P.S. zastanawiam się czy sukienka z dołem w kwiaty i białą elegancką górą pasuje do ubrania na Wielkanoc?

6 komentarzy:

  1. Tak, zaczynamy po świętach już obiecałam, że poczekam to poczekam :D Będzie raźniej no i mam nadzieję, że wspólna motywacja będzie przyczyną lepszych efektów. ~~ Co do Mirindy to rzeczywiście niezła wpadka jednak nie martwiłabym się tym aż tak bardzo ;d Też uwielbiam jeździć na rowerze, nie mogę się doczekać kiedy znowu będę przejeżdżać po 6 kilometrów dziennie! Oby już niedługo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana nasza, jak dobrze, że jesteś! :*
    Marudź sobie ile chcesz. Mam podobnie. Jak pójdę do sklepu to tłumaczę się sama sobie i kupuję to czego nie powinnam.. Mirindą się nie martw. Mogła to być duża czekolada, chipsy i Bóg wie co jeszcze, a była tylko Mirinda. Spokojnie. :* Ciesz się tym co masz :) jesteś szczupła, masz chłopaka. To już wiele. Szcególnie tego drugiego Ci zazdroszczę, też chciałabym być przez kogoś kochana.. z nastrojami Cię rozumiem. Tyle, że ja nie mogę być nawet w domnu taka jak chcę, bo od razu są wonty..
    Będę trzymała kciuki za Twoją HSGD :) Zdaj relację z efektów. :)
    A sukienka w kwiatki jak najbardziej pasuje! :) Może się nam pokażesz? :) :*

    OdpowiedzUsuń
  3. wielkanoc to wiosna, top radosc z marchwystania, pasuje by sie slodko romantycznie i swiezo ubrac :*

    OdpowiedzUsuń
  4. 3maj sie, wiosna już idzie;) idź pobiegać sama i się wyżyć endorfiny górą;p

    OdpowiedzUsuń
  5. Wreszcie mogę napisać komentarz. :)!
    Nie wiem czy czytałaś, ale pod moim ostatnim postem napisałam do ciebie wiadomość :). Przez dłuższy czas nie mogłam komentować, ale na szczęście jest już ok.
    Mam nadzieję, że nowa dieta wniesie coś pozytywnego i wreszcie osiągniesz swój cel i życzę ci tego z całego serca.

    you-have-to-be-strong.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Najtrudniejszy okres w życiu to nie taki kiedy inny Cię nie rozumieją, ale taki gdy nie możesz zrozumieć samego siebie.
    Nie daj się złym myślom, bo to na co czekasz i tak przyjdzie w najmniej spodziewanym momencie.
    Wesołych!

    OdpowiedzUsuń