Jest dobrze, no... prawie dobrze

   Schudłam, schudł mi brzuch, schudły mi biodra, cała schudłam i zeszła woda po okresie, więc przekroczyłam magiczną barierę. Mówię o barierze, ponieważ dwie piątki są dla mnie czymś naturalnym, łatwo się do nich wraca, łatwo się je utrzymuję... Przez całą dietę tylko kilka dni było takich w których waga wskazywała poniżej i jest! Od piątku mam swoje 54. Najpierw 54,7 potem i teraz 54,5kg. Oduczyłam się jeść, może to źle powiedziane... Bardziej przestałam myśleć o jedzeniu i jedzenie przestało zajmować część mojego życia. Czasem siedzę sobie i przypominam, że jest pora na obiad i powinnam coś ruszyć. To takie nowe uczucie bezgłodowe... W czwartek np. ostatni posiłek jadłam o dwunastej, potem chciałam kolację, ale pokłóciliśmy się. Diagnozowałam u siebie prawie depresję, chociaż multum rzeczy z objawów nie zgadzało się. Wtedy miałam ciągłego doła od jakiegoś miesiąca. W piątek dostałam okres i stałam jak cień, wcale nie chciało mi się jeść. Byłam strasznie przerażona. Musiałam wyglądać niezbyt, bo On został w domu ze mną. Moje niejedzenie nie miało związku z chęcią dietowania! Jak człowiek ma doła to mu się nie chce jeść, to takie oczywiste. W piątek mi przeszło, w sobotę też walczyłam, w niedzielę znów wkoło Macieju źle. No Kur.Mć mój pierdzielony organizmie co Ci w dupie nie gra? Naprawdę nie wiem dlaczego nie jestem tak szczęśliwa jak kiedyś. Mam wszystko pod ręką i na wyciągnięcie ręki, mam WSZYSTKO! Muszę z tego wyjść! 


     Z nauką dobrze, sesja do przodu. Zresztą to nie są studia dla szczególnie ambitnych tak jak się spodziewałam. Zaliczenia są w większości banalne i choć nie jest prosto o piątkę, to czwórka jest w zasięgu nawet niedouczonego. Nie powiem, że to studia dla idiotów, jak to miało miejsce jeszcze w weekend, bo z tym stwierdzeniem poczekam, aż wszystkie zaliczenia zostaną rozpatrzone pozytywnie i będą tkwiły spokojnie w indeksie.  I tak potem zostanę bezrobotna albo wyląduje gdzieś na kasie w markecie. Tak, wiem, też lubicie moje pozytywne nastawienie. Przez cały dzień byłam znerwicowana, znajomi mnie denerwują, nie chce mi się z nimi przebywać, dobrze, że mam Jego. To chyba jedyna osoba, która dzielnie znosi mój jedynaczkowy charakter. Czy naprawdę jestem aż tak nietowarzyska i nie do zniesienia? Czy naprawdę ludzie nie lubią, kiedy ktoś jest w miarę szczery? Chociaż to nie ich wina, że wszystko mi ostatnio nie pasuje. Nie daje, więc po sobie nic poznać, ale czuję, że stałam się samotna w tym gronie. Jakby powolnie wykluczana. To tylko i wyłącznie moja wina.
    Dziś jadłam kawałek chleba tostowego z parzoną polędwicą, popiłam kawą z mlekiem. Zapomniałam jogurtu na uczelnie, więc teraz zjem troszkę większy obiad. Co będzie potem? Nie wiem, podobno mam się uczyć, ale boli mnie głowa i nie chce mi się. Zobaczymy. Jak znajdę chwilę, kiedy będę sama zacznę Was odwiedzać, jeżeli nie zrobię to z samego rana. Trzymajcie się chudo kochane!

13 komentarzy:

  1. ja nie wiem, co u nas z tym dołowaniem ostatnio. na prawie każdym blogu wieje pesymizmem, u mnie też, co jest wręcz niespotykane. jakiś wirus depresji panuje, czy co?

    gratuluję ci 54,5kg :) chociaż jeden pozytywny akcent :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już i tak bardzo dużo schudłaś :D podziwiam :D
    a prawda jest taka,źe im lepiej dieta idzie to tym gorzej jest z psychiką,humorem itp.
    Mam nadzieję,że wszystko będzie na plus ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze jaka diete stsujesz?
    http://beautyandblossom.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Dokładnie. Ostatnio wszyscy łapią jakiegoś doła włącznie ze mną.
    Mam taki sam wzrost jak ty, zaczynałam trochę z większym ładunkiem, bo 76-77 kg, no i teraz ważę 58. Z ostatnich okoliczności musiałam zminimalizować swoje odchudzanie, bo inaczej będzie ze mną źle, ale gdy wszystko się wyjaśni mam nadzieję, osiągnąć taką wagę jaką udało się osiągnąć tobie.
    Powodzenia, niech spada dalej.

    OdpowiedzUsuń
  5. hmm jaki kierunek studiów studiujesz? niestety ja poszłam na studia i myślałam że będzie ciężko zaliczyć itd , a wykładowcy przepuszczają osoby które nawet na ćwiczenia nie chodzą ! , myślałam po pierwszym sem, wszyscy kretyni są wywalani ze studiów. NIestety studia nie są sprawiedliwie i np największe głąby dostają piątki bo podlizują się do wykładowców a osoby które mają swoje zdanie i są zawsze szczerze przez to dostają niższe oceny , ja niestety mam ciężki charakter i zawsze mówie szczerze nawet jezeli jest to opinia negatywna i zawsze dlatego mam przejebane , ale nauczyłam się że w nie których przypadkach trzeba być fałszywie miłłym bo inaczej nic się nie osiągnie , już tak jest ze ludzie lubią tylko miłe osoby które nie mówią tego co myślą.


    Chętnie wracam na twojego bloga i zapraszam na mojego , mam nadzieje że będziesz wspierała mnie w moim odchudzaniu , blog nie tylko o odchudzaniu !:)
    http://perfektbin.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Bedze dobrze :) Tylko lepiej - powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  7. mi też spadł brzuch ale tylko:( najlepsze są pomiary w cm;p obserwuję;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak to jest ale te robienie jedzenia jak dla armi to jest masakra. Tak samo na święta Bożego Narodzenia no po orostu nie wstaje sie od stołu który ugina się pod jedzeniem! Przesada, tak samo z wszystkimi imprezami rodzinnymi. No sory spotykamy się po to żeby się nażreć że tak powiem czy porozmawiać i pobyć ze sobą ?
    Fajnie że mieszkacie razem :) My nie mamy takiej opcji na razie bo on remontuje u siebie dom do tego ma pracę a gdybym ja się do niego wyprowadziła to około 2 godziny dziennie bym dojeżdżała w jedną stronę do szkoły ...;/ No i jeszcze on pracuje i ma szkołę w weekendy. Ale spokojnie wytrwaliśmy 4 lata wytrwamy do ślubu, który nie wiem kiedy będzie ;d

    Tak wiem, że mogę wyjść na spacer ale najlepiej mi się spaceruje jak jest ciepło. Jednak w zimę też wychodzę spaceruje i mroz szczypie mnie w nos ;) Też to lubie

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajny blog !!
    Zapraszam też na mojego :) Może znajdziesz tam też coś ciekawego.
    http://dietaprzedslubem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. To ta zima jest taka męcząca. Też mam już dosyć ponurego humoru i widoku za oknem. Tęsknie za gorącym słońcem. Jeśli chodzi o znajomych to dała bym sobie trochę luzu. Masz ich dosyć? Daj im i sobie odsapnąć. Nic na siłę. Jeśli łączą was fajne relacje to jeśli trochę je zaniedbasz to później szybko je odbudujesz. A jeśli nie to nie warto się było męczyć. Fajnie, że na wadze jest już 54 kg. Teraz tylko do przodu. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  11. Pamiętam, że dla mnie 54 kg też były taką magiczną barierą. Jarałam się 54 prawie jak moja koleżanka gdy zobaczyła 39. I tak się jarałam, że aż zaczęło się gastro.

    Ja się zabiję jak pozostanę bezrobotna... znaczy się mnie to przeraża, ponieważ jestem w 1LO, żyję i jak to wszystko pójdzie na marne to się na serio załamię.

    Jestem pod wrażeniem tego, ile schudłaś w rok.

    OdpowiedzUsuń
  12. cudowna waga *.* co do Twojego nastroju - miesiąc to już dosyć niepokojące, nie uważasz? może warto to przemyśleć i ewentualnie poszukać jakiejś pomocy. trzymaj się ;*

    OdpowiedzUsuń
  13. czasami poprostu tak jest. im lepiej masz tym gorzej sie czujesz. zmotywuj sie, poogladaj jakies programy dokumentalne o biedzie i indii i docen jak masz dobrze, ze mozesz wlczyc ze sobą zeby nie jesc, a nie walczyc zeby cokolwiek zjeść...
    ciesz się zyciem, jest takie krotkie..:*

    OdpowiedzUsuń