Badminton



Dla kogo: dla każdego w każdym wieku. Na myśl nie nasuwają mi się żadne ograniczenia. Jeżeli możesz uprawiać jakikolwiek sport to zapewne badmintona również. 
Co potrzebujesz:
paletki i lotkę
Wady: potrzeba pięknej pogody (co najmniej nie może być wietrznie), umiejętność precyzyjnego uderzenia w lotkę, potrzebna Ci druga osoba
Zalety: tania, łatwo regulować intensywność,spalamy kcal, ruszamy się, czas szybko leci, mamy towarzystwo, więc się z kimś integrujemy i współpracujemy, uaktywniamy bardzo wiele partii mięśni.

   Graliście kiedyś w badmintona? Nie, to wiedz, że straciłaś bardzo dużo i należy ten stracony czas jak najszybciej nadrobić! Pora na to jest idealna i właściwie nie istnieje żadna logiczna wymówka.
    Chyba niemal każdy słyszał o badmintonie. Jest to jeden z moich ulubionych dziecięcych sportów, ale nie przeszedł mi on wraz z wiekiem. Właściwie większość z rzeczy, które kochałam kiedyś nie zmieniło się. Wręcz przeciwnie im dłużej praktykuję grę tym bardziej jestem w niej zakochana. Dlaczego? Powodów są tysiące: aktywność na świeżym powietrzu, aktywny wolny czas z drugą osobą, skojarzenie z piękną pogodą, dzieciństwem.
     Można powiedzieć, że paletki to u mnie sport rodzinny. Rakiety sięgają historią dzieciństwa mojego taty i naprawdę mają się bardzo dobrze. Lotki wymieniamy często, ponieważ nie są w stanie wytrzymać intensywności gry. Kiedy jestem w domu rodzinnym zazwyczaj grywam wieczorami z tatą. Nazywamy to „partyjką”.  Zaczynamy około ósmej, kiedy każdy wykona już obowiązki i kończymy dopiero wtedy kiedy nie jesteśmy w stanie dowidzieć gdzie znajduję się lotka.
      Każdemu polecam spróbować. Badminton jest nie tylko sportem, wymaga siły, precyzji i współpracy z drugą osobą, kiedy stoimy po drugiej stronie przeciwnika wymaga od nas również jakiejś taktyki. Angażuje wiele partii mięśni i sprawia, że rozgrzewa się całe nasze ciało. Ja z tatą gramy bardzo intensywnie. Widuje innych ludzi delikatnie odbijających nad siatką, nas coś takiego by nudziło. Męczymy się wzajemnie uderzając w lotkę z całą możliwą siłą. Naprawdę nabiera prędkości, takiej, że czasem zdarza mi się, że po prostu bronię się przed nią zamiast odbijać. Nie trudno się domyślić, że w tym czasie angażujemy całe kończyny górne – jestem oburęczna, więc tym bardziej przerzucam rakietę z jednej na drugą rękę, oprócz tego pracują mięśnie skośne brzucha oraz mięśnie kręgosłupa. Oczywiście nie stoimy w miejscu, co wpływa na pracę nóg – zdarza mi się również wyskakiwać, aby uderzyć mocniej. Mimo wszystko to jedna z stałych przyjemności, na które czekam z niecierpliwością, kiedy się tylko pojawię.
    Zdecydowaną wadą badmintona jest fakt, że kiedy będziemy mieli wietrzną pogodę to nic z tego nie wyjdzie. Niestety nawet ciężkie lotki tutaj nie pomogą i zabraknie przyjemności z gry. Warto jednak wykorzystywać piękną pogodę, aby rozegrać „partyjkę” w rodzinnym gronie.
    Badminton nie jest drogi. W supermarketach zestawy rakiet można kupić nawet za dwadzieścia złotych, lotki to również niewielki wydatek. Polecam zaopatrzenie się w różne rodzaje – istnieją lotki bardzo lekkie, na bliskie odległości i zupełnie bezwietrzną pogodę oraz bardzo ciężkie, które mogą sprawiać problem, jeżeli stoimy zbyt blisko siebie. Radzę wybrać kilka i popróbować, która będzie pasowała najlepiej. Osobiście czasem wprowadzamy pewne modyfikacje (wkręty i te sprawy), ale zdarza się, że lotka niszczy się po jednej grze i nie „lata” już z taką precyzją jak wcześniej. Jeżeli chodzi o paletki to warto poszukać takie z metalowymi obręczami. Będą Wam służyć lata, bo ciężko będzie je zniszczyć. Z czasem tylko będziecie musieli wymienić żyłkę.
   Wydaję się, że jeżeli ktoś nigdy nie grał to zapewne będzie musiał trochę poćwiczyć, jednak nie jest to bardzo skomplikowane, więc szybko można „złapać” o co chodzi. Dzieci będą miały problem z precyzyjnym uderzaniem, ale dostałam paletki zanim poszłam do przedszkola i pozytywnie wpłynęło to na mój rozwój.
   Grając w badmintona oczywiście spalamy kcal. Jako przyszła pani inżynier kocham liczby, więc dokładnie sobie sprawdziłam czy kolacja została spalona. Osoba ważąca 53kg spala w ciągu 60-ciu minut 300-400kcal, jest to jednak sprawa względna, bo badminton badmintonowi nie równy, a mojej gry nie nazwałabym strikte rekreacyjną.
   Nie poleciła bym badmintona jako sport, który ktoś miałby trenować każdego dnia lub też co drugi dzień, bo wiadomo, że musiałby to robić przez większą część roku na sali gimnastycznej, wydaję mi się jednak, że to świetny sposób na aktywne spędzenie czasu ze znajomymi czy rodziną. Naprawdę nie spotkałam jeszcze nikogo (chyba, że jest gburem), kto nie przystałby na taką propozycję. Także do supermarketu marsz i na łąkę.Kilka inspiracji:







     Komputer rodziców mnie zabija. Naprawdę! Nie wiem czy Was to ucieszy, ale na strychu znalazłam "Superlinię" z lat 97,98,99 i 00 oraz pierwsze wydania "Vity", także zapewne napiszę o nich w najbliższym czasie parę słów. Na początku przyszłego tygodnia pochwalę się moim strojem na wesele i poprawiny :) Chyba, że bardzo nie chcecie.W środę opublikuję podsumowanie lipca (tak, jestem z siebie dumna), ponieważ podejrzewam, że nie będę miała na to czasu w czwartek, bo w piątek idę na wesele.  Zaczyna się też urlop P, więc zapewne mniej będzie mnie na blogu. Jutro niestety będzie kolejny lipcowy dzień bez sportu (nie licząc sprzątania samochodu, biegania po mieście na zakupach i wycieczki rowerowej do centrum wsi z koleżanką, którą poznałam tak dawno, że nawet sobie tego momentu nie przypominam), chyba, że uda mi się wstać o szóstej i zdążyć. Do połowy sierpnia może być mnie trochę mniej na blogu, mam nadzieję jednak nie odpuścić sportu i dążenia do wymarzonej sylwetki, chociaż mam świadomość, że to doskonały czas, aby przestać na nią zrzędzić.

18 komentarzy:

  1. oj pamietam jak bylam mala całe podwórko grało w badmintona do poznego wieczoru to byly czasy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak:-) to było to, pamiętam...ehh... cudne czasy

      Usuń
  2. pamietam! uwielbiam... szczegolnie ta nie-rekreacyjna forme, inaczej mnie rowniez nudzi. Teraz juz nie ma z kim grac );

    OdpowiedzUsuń
  3. Pochwal się - chcemy widzieć Cię w stroju :DD

    OdpowiedzUsuń
  4. kocham badmintona:) nie grałam w to całe wieki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam grać w badmintona, szczególnie z Ukochanym który ręcz przepada za ta aktywnością :) niestety jest to jedna z nielicznych które wykonuje więc staramy się zaliczać ją najczęściej jak możemy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś grałam, baaardzo dawno temu. Może czas do tego wrócić?

    OdpowiedzUsuń
  7. W badmintona gram w każde lato, minimum godzinkę dziennie. Mam o tyle fajnie, że miejsce mam do grania - spooory odcinek trawy ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. uwielbiam badmintona!, mimo że teraz nie mam już z kim grać :( Ale w szkole to był mój ukochany sport, zresztą jedyny w którym byłam naprawdę dobra - wszyscy szli na siatkówkę, a ja po rakietki :D W czasach nastoletnich często grałam z koleżanką na jej podwórku - do tego nadają się te cięższe lotki, bo lżejsze wiatr zwiewa na drzewa :D To były jedyne wakacje w które schudłam bez diety

    OdpowiedzUsuń
  9. minusem badmintona jest też to, że trzeba mieć trochę miejsca do gry. ja niestety mieszkając w bloku średnio mam możliwość :(

    OdpowiedzUsuń
  10. A znasz spedbadmintona? Ja przeżywam ostatnio fascynację tą odmianą badmintona. Od zwykłego badmintona różni się trochę rakietami (trochę mniejsze i bardziej przypominają te do squasha) i lotkami - są cięższe i bardziej aerodynamiczne, dzięki czemu gra się szybciej (kalorie!!!:) i wiatr nie jest ŻADNĄ przeszkodą.

    Ja swój zestaw do speedmintona kupiłam ze 2 miesiące temu w LIdlu za 70 zł; oni czasem powtarzają ofertę, dlatego o tym wspominam. Naprawdę polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajny blog ; )
    Zapraszam również do mnie-http://xgabbi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. U mnie z koordynacją ruchową jest ciężko,naprawdę, badminton odpada, pomimo najszczerszych chęci ;) Chętnie zobaczę Twoją sukienkę i podsumowanie lipca. Też robię tak jakby podsumowanie, ale najdłuższych wakacji w życiu, w zakładce Holiday Chalenge 2013. Takie podsumowania są świetne, można zobaczyć co zrobiliśmy z dystansu, i albo być z siebie zadowolonym, albo w kolejnym okresie poprawić coś :D Superlinia :D Czytałam kiedyś, ale jednak "dzięki" mojej wadze, której mam aż nadto przez te wszystkie lata już tyle się dowiedziałam o żywieniu, że już więcej nie można. Mimo to i tak jem jak chcę... A w każdym numerze piszą prawie to samo w kółko...Trzymaj się :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam badmintona :D jak nadarza się okazja to gram z siostrą albo uczę 6cio letniego brata :D Ale niestety moja mama i ciocia są nie do przebicia (kiedyś obie z godzinę grały bez żadnej przerwy)

    OdpowiedzUsuń