1. Wracam

    Wracam, aby się wyżalić i wziąć w garść, wracam, bo jest mi jakoś wewnętrznie ciężko, chociaż nie mam na to logicznego uzasadnienia. Może nie wszystko musi być logiczne? Może przeceniam logikę stawiając ją czasem ponad wszystkim?
   W Nowy Rok weszłam przemęczona, marzyłam głównie o łóżku i położyłam się jak tylko skończyło się jedzenie. Tak objadałam się, objadam i nie mogę przestać. Póki mam uśmiech na twarzy potrafię powiedzieć nie, trzymać piękną dietę, ale kiedy tylko coś idzie mi trochę pod górkę rzucam się na jedzenie jakbym była nienormalna. Wczoraj chciałam nawet zwymiotować, cieszę się, że nie potrafię! Wagi nie mam. Ważyłam się po świętach i waga pokazała wtedy 56,9kg. Tak, dwa kilogramy nadrobione, nie dużo zważając na fakt, że przestałam ćwiczyć i pilnować się, jadałam bardzo dużo na wieczór: nawet takie okropieństwa jak kanapki z serem.
    Nad powrotem zastanawiam się od kilku dni, zawsze mówię sobie "napiszę jutro, żeby podać jakiś normalny bilans, poćwiczę, będę miała się czym pochwalić". Zawsze kończy się objadaniem, więc dziś piszę, może jakoś się wezmę w garść chociaż pochłonęłam już multum złych rzeczy. Trudno, dam sobie radę, jeszcze niema tragedii, jak tylko rozpakuje wagę to podam jak to wygląda na dzień dzisiejszy, poszukam hula-hop, coś pokręcę. 



    Mam doła. Jestem w trakcie przeprowadzki, nie chce mi się mówić, mam dość bałaganu, mam dość siedzenia w domu, mam dość wyglądania jak czupiradło. Wszystko zależy ode mnie, a ja nic nie robię, mogę sama sobie dziękować za to w jakim stanie jestem. Mam nadzieję, że wszystko minie jak tylko poukładam, urządzę swój mały kącik, poczuję się jak nowo narodzona.
   Co zatem zamierzam? Wykasowałam stare notki, aby sobie nie tłumaczyć "kiedyś byłaś taka gruba, a teraz nie jesteś" i biorę się za wywalenie z jadłospisu chleba, słodzonych napoi (Cola Zero zostaje), chipsów i słodkiego. Dieta, dieta, dieta, DIETA!!! To mi poprawi humor, trzeba się przyznać, że jak się człowiek odchudza to lepiej się czuję. Ja tak mam, od razu mam w sobie siłę, upór, pewność siebie. Zawsze cieszę się, że ja o siebie dbam i trzymam linię, a dla niektórych może to być nieosiągalne.
    Tak więc witajcie ponownie. Kolejną notkę z bilansami zamieszczę po weekendzie, bo od jutra nie będę miała już w samotności dostępu do komputera. Postaram się zrobić też jakieś ćwiczenia. Wracam mając nadzieję na napisanie czegoś z moim zazwyczaj pozytywnym nastawieniem, bo przecież nie mam co zrzędzić na świat wokół mnie. Każdy jednak musi wyrobić swoją normę.

14 komentarzy:

  1. chipsy? słodkie? oj kochana, MUSISZ wziąć się w garść! jeszcze trochę i będziesz się turlać do lodówki ;)

    cieszę się, że wróciłaś. właśnie napisałam notkę, trochę zainspirowana pustką i u ciebie na blogu, a tu proszę, zmiana :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję że te objadanie się ci przejdzie i będzie lepiej :)

    poradzisz sobie !

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdzie nie wejdę, tam każda jest w rozsypce. Może to rzeczywiście wina pogody...
    Cóż, pozostaje mi jedynie życzyć powodzenia i wytrwałości. W końcu warto byłoby się ogarnąć ; ) Trzymaj się C:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym faktycznie jest! Święta, wolne i sylwester chyba sprzyjają odpuszczaniu sobie w diecie.

      Usuń
  4. Będzie tylko lepiej, wiesz? Bardoz dużo zależy od nas. Same musimy w sobei szukać motywacji. Wtedy się uda. W końcu przecież musi. A juz osiągnęłaś bardzo dużo więc oczywiście mozęsz dalej! Bo wiesz, że możesz. Szukaj motywacji.
    Ogólnie do wszystkeigo, nei tylko do diety.
    Samo to uczucie lekkości, satysfakcja, pewność że jesteśmy pełne silnej woli, napełniamy się odwagą... To wszystko jest warte wysiłku! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. hej, chciałabym cię dodać do motylków i liczę na to samo, zostaw u mnie komentarz bym mogła wiedzieć że na ciebie mogę liczyć i ty na mnie,oraz jak mam cię zapisać w linkach. dziękuję.
    http://chooseme.ownlog.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. To tylko dwa kilogramy nie przejmuj się :D
    Życze powodzenia i wytrwałości ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. eh, szkoda że u Ciebie jest gorzej, ale mimo wszystko fajnie że jesteś :) mam nadzieję że po zgubieniu tego co nadrobiłaś zamierzasz się zatrzymać... trzymam kciuki żeby było lepiej! :*

    OdpowiedzUsuń
  8. doskonale CIe rozumiem, bo u mnie święta skonczyly sie tak samo: kompulsami i dodatkowymi kilogramami, ale pamiętaj, że już po świętach, pora wrócić na dobre tory, a im szybciej wrócisz, tym szybciej dojedziesz do celu;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cieszę się kochana, że do Nas wróciłaś :)trzymam kciuki za Ciebie i życzę Ci stalowej motywacji w nowym roku :* będzie chudo :* xoxo

    OdpowiedzUsuń
  10. możne nie masz konkretnej motywacji albo nie zdałaś sobie sprawy z tego dlaczego to robisz i czy jest Ci to potrzebne ? najlepiej zacząć od małych kroczków, bo te jesteś w stanie przeskoczyć no i nie jest zbyt rygorystycznie :) powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cieszę się że wróciłaś;)
    Powodzenia!;**<3

    OdpowiedzUsuń