Zacznę od spraw dawnych, aby przejść do dzisiejszych. Obawiam się, że zaznaczanie dni lutego pod względem jedzenia niestety obnaży fakt dlaczego nie chudnę, a jedynie trzymam sobie wagę. Dużo dni jest zawalonych, a jak jakiś jest nie zawalony to jem bardzo mało. Ogólnie jem bardzo mało póki nie pojawi się coś dobrego, ale o tym pisałam już tysiąc razy i niema potrzeby, abym robiła to kolejny raz. Wczoraj był dzień przegłodowania: rano jogurt 0% z biedronki, potem gorący kubek rosołek plus dwie kawy i kilka szklanek Coli 0. To było najmniej kcal w moim życiu! Ogólnie byłam nastrojona dietowo i nie ulegałam byle-jakim pokusom. Usmażyłam tylko tyle naleśników ile On chciał zjeść, resztę ciasta wylałam, aby nie przyszło mi do głowy nic usmażyć, potem w sklepie nie chciałam nic słodkiego i nie kupiłam wafli ryżowych chociaż miałam ochotę - zawsze zjadam paczkę na raz, więc po prostu omijam je szerokim łukiem chyba, że wyprodukują dla mnie pakowane po 2-3. Płatki też zawsze kupuję w małych paczuszkach.
Dołączyłam do wyzwania 50 dni do Wielkanocy. Zrobiłam to 12 lutego taka pociecha, że w zawalony dzień dość dużo ćwiczyłam, skakałam na skakance, ale do wyzwania zaliczam 50 pogłębianych na 5 razy przysiadów (wcale nie było to takie proste jak się wydaję) wczoraj 50 razy powtórzyłam ćwiczenie z animacji. Oczywiście nie skakałam tak wysoko, bo stawy skokowe miałyby dziś tego dość. (p.s.: ogólnie zawsze bawią mnie faceci na aerobiku, jakoś nie wyobrażam sobie mojego, a jak wyobrażam to omal nie padam ze śmiechu). Powstanie nowa zakładka, gdzie będę wstawiać wszystkie ćwiczenia związane z 50, postaram się zmotywować bardziej! Wiem, że mało ćwiczę, ale w piątek On obiecał mi bieganie: 3km. Mam nadzieję, że nie zrobi mi tego tak jak ostatnio, że rzekomo "wolne" było takie, że poszłam swoją życiówkę. On jednak też miał teraz długą przerwę, więc mam nadzieję, że nie umrę. Jakbym się w sobotę nie pojawiła to wiecie co się stało: oczywiście żartuje! Co do ZWOWów Zuzka Light proponuje naprawdę ciekawe ćwiczenia. Fajnie od niej coś podpatrzeć, robienie jednak tych zestawów bez rozgrzewki to samobójstwo. Przez cały dzień wykaszliwałam powietrze z płuc.W drugiej serii natomiast Zuzka bardziej dyszała niż ja i podejrzewam, że to było wyreżyserowane. W drugiej partii byłam mniej zmęczona, ale potem to ledwo żyłam. Co w tych ćwiczeniach jest zadzwiające wydają się proste, natomiast jak już zaczynasz je wykonywać... Niestety daje się we znaki siedzenie z tyłkiem na fotelu.
Przepraszam, że tyle napisałam, a Wy musicie to czytać, ale jakoś miałam wene :) Trzymajcie się chudo!
to miło, że masz zakorzenioną tradycję obchodzenia walentynek w taki mały osobisty sposób. ja nigdy ich nie obchodziłam, chyba że jako głupiutka nastolatka, kiedy to wysyłało się kartki chłopcom z innej klasy ;)
OdpowiedzUsuńrzeczywiście twój luty jest w ciapki. może postaraj się, żeby jego druga połowa była w jednym kolorze? oczywiście zielonym :) dzisiaj lody, od jutra post :)
Dziś szczególny dzień, więc faktycznie, nie przejmuj się tym co zjesz, ciesz sie czasem z ukochanym, a od jutra prostujemy :) Faktycznie menu wybrał bardzo dietetyczne bo łosoś jest zdrową i niskokaloryczną rybką :) Zazdroszczę, mój dziś na popołudnie w pracy, więc nawet nie ma kiedy świętować ehh, no ale cóż odbijemy to sobie kiedy indziej :)Pozdrawiam i wytrwałości w drugiej połowie lutego :)
OdpowiedzUsuńMi się wydaje , że Victoria waży więcej, bo ja ważę 43 kilo i mam 165 cm i jestem dużo grubsza od niej. Pewnie media trochę zawyżają, by te gwiazdy nie były pokazane jako chore anorektyczki nadajęce się do szpitala.
OdpowiedzUsuńTyle osób podejmuje wyzwanie z tym jak najmniej kilogramów do wielkanocy ,że chyba też do tego dołącze ;) Fajnie ,że nie chcesz martwić najbliższych i nie chcesz schudnąć za dużo. To pokazuje ,że masz bliskie relacje z rodziną, zazdroszcze.
OdpowiedzUsuńNie masz co się przejmowac, każdy czasem zawala...Najważniejsze jest, by po każdym upadku umieć się podnieść.
OdpowiedzUsuńDo Wielkanocy schudniemy. Wszystkie :D
Miło się czyta coś mądrego hehe :). Do Wielkanocy napewno schudniesz ,a do wakacji będzie z Ciebie napewno niezła laska!:) powodzenia
OdpowiedzUsuńSuper, że macie taką tradycję w domu. U nas czegoś takiego nie ma, a szkoda, bo zawsze pozostaną jakieś wspomnienia.
OdpowiedzUsuńI dobrze, że darowałaś sobie przejmowanie się, bo tylko jeden dzień jest taki, kiedy możesz uszczęśliwić kogoś kogo kochasz.
Na pewno schudniesz, my wszyscy..
Nigdy nie patrzyłam na walentynki w ten sposób, ale chyba zacznę. Świetna tradycja :)
OdpowiedzUsuńMoże i masz rację co do walentynek, ja jednak może niestety spędziłam ten dzień zupełnie normalnie... Powodzenia w odchudzaniu:) [ milosc-bezinteresowna.blogspot.com ]
OdpowiedzUsuń